Organizowanie kobiecych turniejów CS:GO jest jak branie sterydów

W trakcie IEM 2017 w Katowicach odbędzie się kobiecy turniej w Counter-Strike: Global Offensive. Pula nagród to aż 30 tys. dolarów. Niby fajnie, niby promowana jest kobieca scena. Ale tak naprawdę to wcale nie pomaga. Wręcz przeciwnie, tylko pogarsza sprawę.

Do napisania tego wpisu skłonił mnie artykuł na Antyweb i późniejsza dyskusja w komentarzach między mną, a autorem wpisu – Arturem Janczakiem. Od razu pragnę zaznaczyć, że w wielu kwestiach zgadzam się z nim. Nie piszę tego felietonu, jako rodzaj odpowiedzi. Po prostu postanowiłem przelać na papier to, co przyszło mi do głowy po bardzo ciekawej i przede wszystkim merytorycznej dyskusji w komentarzach.

Kobiety są dyskryminowane?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Tak, jak najbardziej są dyskryminowane, tym bardziej w świecie gier komputerowych i e-sportu. Widać to przede wszystkim po streamerkach, które często atakowane są niewybrednymi komentarzami na czacie. Jasne, części z nich sobie na to zasłużyła, ubierając kuse bluzki, aby przyciągnąć więcej widzów. To jednak nie usprawiedliwia tego, żeby wszystkie przedstawicielki płci pięknej traktować w sposób przedmiotowy.

Organizowanie kobiecych turniejów w CS:GO ma po części zniwelować ten problem. Ma dać szansę kobietom na rozwój i możliwość podnoszenia swoich umiejętności. Wszystko to jak najbardziej rozumiem, tylko jestem zdania, że nie tędy droga. Powiedziałbym nawet, że w ten sposób szkodzi się kobiecej scenie.

Kobiece turnieje są złe

Organizowanie kobiecych turniejów jest jak branie sterydów. Niby wszystko wygląda pięknie – masa mięśniowa rośnie, siły przybywa, sylwetka coraz lepsza. Ale w gruncie rzeczy pod tym wszystkim kryją się małe jajka… Profesjonalne zawodniczki CS:GO z pewnością chcą się rozwijać. Na pewno chcą brać udział w największych turniejach. Kiedyś, w przyszłości na pewno marzą o tym, aby dołączyć do mężczyzn i pojawić się na głównej scenie majora. Już teraz mogą to zrobić, po prostu ich umiejętności im na to nie pozwalają. To jest fakt, który został potwierdzony wielokrotnie, gdy kobiece drużyny brały udział w eliminacjach turniejów i dostawały solidne bęcki od facetów. Nie chcę nikogo urazić, ale niestety takie są fakty i pewnie rzeczy należy nazywać po imieniu.

Co zatem można zrobić, aby poprawić swoje umiejętności? Jak dla mnie jednym z kluczowych aspektów jest rywalizowanie z lepszymi od siebie, aby się uczyć i zdobywać nowe doświadczenie. A teraz weźmy pod lupę Team Secret. To kobiecy zespół, który kompletnie zdominował scenę. Nie sądzę, aby były jeszcze w stanie się czegoś nauczyć od swoich rywalek. Są od nich dużo lepsze i wygrywają wszystkie turnieje.

Czemu zatem nie biorą udziału w normalnych zawodach, w których mogłyby rywalizować z mężczyznami? Postawcie się na ich miejscu. Macie do wyboru mały turniej z pulą nagród 2 tys. dolarów, na którym najprawdopodobniej przegracie i turniej kobiecy z pulą 30 tys. dolarów, który najpewniej wygracie. Wybór wydaje się dość prosty. Każdy z nas postąpiłby dokładnie w ten sam sposób.

Właśnie dlatego organizowanie kobiecych turniejów jest absurdalne!

W żaden sposób nie pomaga to scenie. Powiedziałbym nawet, że hamuje rozwój kobiecych zespołów i tylko pogłębia podziały, które dla nikogo nie są korzystne. Jeśli dalej tak będzie to wyglądało, to kobiety będą w końcu musiały zdecydować – albo grają w normalnych turniejach, chcą się rozwijać i uczyć, nawet kosztem zdobywanych nagród i osiągnięć, albo zamykają się w swoim świecie i przestają marzyć o rywalizacji na wielkich scenach razem z mężczyznami. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastko. Wiele lat temu nikt nie pomagał Pashy, gdy mało zarabiał, a rodzina go krytykowała za granie w CS:GO. Wielu zawodników musiało sprostać wielu przeciwnościom, ale się nie poddawali i dzisiaj są w tym miejscu, w którym są. Nie ma drogi na skróty.

A jeśli chcemy traktować kobiety wyjątkowo, to w tym momencie zaczyna się dyskryminacja mężczyzn i to też nie jest w porządku!